A A A

Wieland Zeitler

Wieland Zeitler to malarz który studiował w Wyższej Szkole Malarstwa w Berlinie w latach 1964-71. Jego nauczycielem był czołowy przedstawiciel niemieckiej sztuki Informel, Fred Thieler, uczeń słynnego Carla Caspara i honorowy członek niemieckiej Akademii Sztuki oraz stowarzyszenia artystów “Neue Darmstädter Sezession”. Najbardziej znany jest w Niemczech, skąd pochodzi i Francji gdzie również na stałe mieszka . Zeitler maluje głównie krajobrazy - widoki łańcuchów górskich, wodospadów, ukrytych między szczytami kotlin i skalnych tuneli. Artystyczne i filozoficzne wykształcenie Wielanda Zeitlera jest podstawą jego sztuki. Malarz ten jest artystą, który w swoich obrazach i za ich pomocą odzwierciedla proces postrzegania. W swoich dziełach nie tylko przedstawia tematy, ale także wprowadza wyobrażenia, które można by nazwać ułamkami lub koniecznymi połączeniami, mostami. Nie stara się o realistyczne przedstawienie rzeczywistości. Ontologie sztuki tworzą dwie podstawowe wartości: sens i forma. Jego najnowsza twórczość jest stabilna koncepcyjnie, eksploruje wcześniej odkryte i rozwinięte pozycje estetyczne. Otoczony zewsząd nie oczywistością wiedzy na temat przeszłości sztuki pyta, czy po doświadczeniach postmodernizmu można jeszcze naprawdę tworzyć - pisze kuratorka wystawy Magda Potorska. Warszawska ekspozycja Wielanda Zeitlera nosi tytuł “Między błękitem nieba a niemożliwą głębią”. Prace niemieckiego artysty będą prezentowane w galerii ArTtu (Brzeska/Ząbkowska 18, Warszawa) do 24 stycznia 2010 roku. Ekspozycja powstała przy współpracy z berlińską Galerie der Ort. "Wewnętrzne przestrzenie obrazu" Obrazy Wielanda Zeitlera niepokoją, a jednocześnie wciągają. Prowokują do analizy, do zastanawiania się, do szukania organizującej je zasady. Pejzaż. To wydaje się oczywiste, w tych obrazach pejzaż, najczęściej górski, jest prawie zawsze obecny. Mniej czy bardziej realistyczny, mniej czy bardziej przetworzony, niekiedy na granicy abstrakcji. Ale nie to jest istotne. Obrazy wciągają we własną wewnętrzną przestrzeń, która nie jest bynajmniej jednoznaczna, musimy wędrować okiem po powierzchni płótna, aby ten pejzaż na nowo odczytywać, budować go jak gdyby raz jeszcze. Takie oglądanie malarstwa nieodłącznie wprowadza czynnik czasu – obraz rozwija się przed nami wolno, w miarę naszego po nim wzrokiem wędrowania – podobnie jak rzeczywisty pejzaż, którego nigdy nie ogarniamy jednym spojrzeniem, lecz zawsze budujemy z sumy cząstkowych widoków. Można powiedzieć, że cała widzialna rzeczywistość buduje się w procesie komunikacji z oglądającym podmiotem, zaczyna istnieć dopiero w jego świadomości. Zeitlerowi udaje się pochwycić ten proces, uświadomić go sobie i przenieść na płótno. Więcej, skłonić nas, byśmy go, patrząc na jego malarstwo, każdorazowo powtarzali. W ten sposób materialnie trwały, nie zmieniający się przecież obraz staje się jednocześnie zmienny, każdorazowo od nowa powoływany do istnienia przez patrzącego, którego wzrok nigdy nie przebiega dokładnie tej samej drogi. Na tym jednak nie kończy się przygoda z malarstwem Zeitlera. Na to, co jest, czy też każdorazowo staje się pejzażem nakłada bowiem artysta siatkę jawnie abstrakcyjnych linii, form - czasami geometrycznych, kiedy indziej organicznych, ale zawsze istniejących osobno, niezależnie, nie wynikających bezpośrednio z obrazów, na których się pojawiają. Jakbyśmy patrzyli na znaną nam rzeczywistość przez szybę, w której odbijają się cienie czegoś innego, wchodzą we wzajemne akcje i kontrakcje, przysłaniają je albo podkreślają, a zawsze niepokoją. We wcześniejszych obrazach były to czytelnie określone fragmenty rzeczywistości spoza obrazu, obecnie redukowane są do znaków więcej niż umownych, do śladu, muśnięcia pędzlem, lekkiej sugestii, otwarcia możliwości interpretacyjnych. Nie będę zagłębiać się w ich interpretację. Nie wiem zresztą, czy jest to konieczne. Mnie osobiście urzeka właśnie to zawieszenie głosu, możliwość ledwie zarysowana, sugestia istnienia innego jeszcze wymiaru, innych jeszcze światów niż ten, który odkrywa nasze spojrzenie. Być może wszystkie te procesy, zabiegi, którym Wieland Zeitler poddaje swoje malarstwo wydawałyby się sztuczne i wydumane, gdyby nie łączyła ich w zwartą, jednorodną a r t y s t y c z n ą całość biegłość i wrażliwość, z jaką malarz rozwiązuje problemy barwne obrazu, swoboda i pewność z jakimi operuje stonowanymi barwami, by zderzyć je z ostrym akcentem kolorów na jednych obrazach, a zdecydowanymi, mocnymi kontrastami barwnymi na innych. Przy całej ekwilibrystyce rozbitych widoków, zmiennych i to radykalnie zmiennych perspektyw, każdy z obrazów jest jednocześnie kompozycyjnie zwarty, logiczny i konsekwentny. To malarstwo, za którym stoją zarówno doświadczenia, jak i przemyślenia – nie tylko artystyczne, ale i filozoficzne (a Zeitler opiera się tu mocno na znajomości tak zen jak i różnych kierunków filozofii współczesnej) jest dziełem artysty dojrzałego, świadomego możliwości warsztatu i umiejącego te możliwości wykorzystywać. Przed kilku laty przetoczyła się fala dyskusji nad prowokacyjną książką Donalda Kuspita, ostro krytykującego sztukę awangardową i postulującego powrót do „malarstwa mistrzów”. Niestety, przykłady na jakie się Kuspit wówczas powoływał były zaskakująco banalne, puste, często wręcz kiczowate. Szkoda, że nie sięgnął po twórczość Wielanda Zeitlera - mocno umiejscowiona w tradycji malarskiej a jednocześnie otwierająca nowe horyzonty byłaby na pewno bardziej przekonywującym argumentem. Obrazy i prace cyfrowe Wielanda Zeitlera pokazała na przełomie 2009 i 2010 roku niedawno otwarta galeria ArTtu, umiejscowiona na ulicy Brzeskiej, w samym sercu starej Pragi, vis-a-vis słynnego Bazaru Różyckiego. Kolejny to dowód, jak zmienia się ta, tradycyjnie knajacka, dzielnica Warszawy. Warto obserwować to, co się w ArTtu dzieje, miejsce jest bowiem ciekawe, a autentyczne zamiłowania i pasje jej właściciela, Pawła Korzeniewskiego pozwalają spodziewać się na ulicy Brzeskiej wielu jeszcze interesujących prezentacji artystycznych. Magdalena Hniedziewicz